Tort wiosenny
Tort wiosenny
Kaszanka w chlebie
Kaszanka w chlebie.jpg
Mazurek
img1_l.jpg
Faworki karnawałowe
faworki
Domowy chleb
img2_l.jpg
Przepisy i opisy arrow Historie kuchenne arrow Rosołowa gafa
Rosołowa gafa | Drukuj |
środa, 09 września 2009
Był bardzo późny wieczór...

Ania zadzwoniła niemal płacząc wykończona pracowitym dniem. Właśnie skończyła zajęcia, jest het w śródmieściu, ledwo żyje, dopiero wraca. W domu czeka Witek też zmęczony ciężkim dniem, na dodatek zaziębiony.
Co robi przewrażliwiona matka? Kombinuje.
Na piecu parujący gar świeżo ugotowanego rosołu się marnuje, a one tam, biedne moje dzieci, zaziębione, przemęczone, przepracowane. Na pewno nie mają nic do jedzenia …
To nic, że późny wieczór, przecież to tylko kilka ulic stąd.
Trzeba by serca nie mieć… Wparowałam do kuchni, zrobiłam lane kluseczki. Napełniłam rosołem duży słój, wpakowałam go do wiklinowego koszyka i jadę
z odsieczą!  Zadzwoniłam już z samochodu. Anusiu, jadę do Was z gorącym rosołem… 

Maaamo… nie męcz się, daj spokój, idź do łóżka, jest późno, już jestem pod domem, na parkingu, zaraz będę w domu. Brzmiała nieco lepiej niż przed dwudziestoma minutami, ale ja i tak swoje wiedziałam. Coś jeszcze opowiadała, ale ja już nie słuchałam. Skupiłam się na jeździe samochodem. Przecież wiedziałam swoje...
Aniu, już jestem pod Waszymi drzwiami.
Otworzył Witek. Uśmiechnięty i rozbawiony, dobry wieczór mamo. Chodź, fajnie, że przyjechałaś, wypijesz z nami winko. Ania  właśnie robi meksykańską kolację.
Moje smutne sprzed niespełna pół godziny dziecko w kuchni, uśmiechnięte, szczęśliwe, okręcone białym fartuszkiem miesza na wielkiej patelni jakąś egzotycznie pachnącą strawę.
Dzieci są wyrozumiałe i czułe. Witek ucieszył się, że będzie miał rosół na śniadanie. Wiem, lubi zjeść zupę na śniadanie.
Poczułam się idiotycznie. Zepsułam im kolację we dwoje. To pewne.
Nam nikt takich numerów nie robił, żeby z rosołem? Po nocy? 

Przypomina mi się pewien horror, straszny film, w którym koszmarna mamuśka codziennie przynosi jedzenie swojemu synkowi, bo synowa na pewno tak nie umie, nie zadba jak należy…. Kiedy zabarykadowani udawali, że nie ma ich w domu zostawiała co miała na schodach. Koszmarny film. Straszna baba! To się jakoś strasznie skończyło.
Jestem jak kwoka, która wprawdzie wypuściła pisklęta spod skrzydeł, pozwoliła im się usamodzielnić, ale czujna na każde ich stęknięcie stawia grzebień na baczność, puszy się i stroszy piórka gotowa ratować potomstwo!
Rozhisteryzowana kwoka! Co ja wyprawiam!  Jakie to szczęście, że nie mają mnie za ścianą. Muszę się pilnować i pozwolić im żyć.

Proponuję
Nowości
Popularne