Tort wiosenny
Tort wiosenny
Kaszanka w chlebie
Kaszanka w chlebie.jpg
Mazurek
img1_l.jpg
Faworki karnawałowe
faworki
Domowy chleb
img2_l.jpg
Przepisy i opisy arrow Historie kuchenne arrow Fondue, czyli bryła soli i lodowa zjeżdżalnia zapieczona w biszkopcie
Fondue, czyli bryła soli i lodowa zjeżdżalnia zapieczona w biszkopcie | Drukuj |
czwartek, 05 marca 2009
Wkrótce po ślubie postanowiliśmy zaprosić naszych świadków. Chciałam ich przyjąć czymś niezwykłym. Oryginalnie, wyszukanie, a był to czas wielkiej mody na fondue. Dziś  wiem, że to po prostu gęsty sos na bazie żółtego sera i dobrego białego wina – nic skomplikowanego, ale wówczas...

Kupiłam jeden z najdroższych serów, w jedynym chyba wtedy sklepie nabiałowym w Warszawie, przy Nowym Świecie. Piotr kupił w Pewexie butelkę najlepszego białego wina (reńskie?). W dużym żaroodpornym naczyniu mieszałam ser, wino, masło i jakieś przyprawy. Nie mogłam się doszukać smaku, więc mieszając zapamiętale, bo ser sprawiał wrażenie, że przywiera do spodu, soliłam, pieprzyłam i znów soliłam. Wreszcie uznałam, że smak, jako taki, konsystencja i barwa doskonałe, zapach... Interesujący.

Zasapana, umordowana i usatysfakcjonowana odstawiłam dzieło na bok. Gotowe!

Upiekłam owalne, maleńkie bułeczki, przygotowałam specjalnie to tego celu zakupione szpikulce. Przyszli nasi goście, dumna jak paw podałam gorącą potrawę w pięknym, żaroodpornym naczyniu, które przyjechało do nas prosto z Paryża, jako prezent ślubny od Hani. Ustawiłam je na specjalnej podstawce nad świeczką, by długo trzymało ciepło, przy każdym nakryciu lniane serwetki w kolorze ecri, w sosjerce śliczny bukiecik wielobarwnych anemonów, niby przypadkowo opierających swoje śliczne główki o oliwkowy obrus. Rozrzucone po stole pachnące, rumiane bułeczki. Baśniowa sceneria. Potrawa wyglądała prześlicznie, lśniła, jakby po wierzchu ktoś rozsypał diamenty, mieniły się w świetle świec. Piękna katastrofa! Potrawy nie dało się przełknąć.

Moje fondue jakaś czarownica zamieniła w bryłę solną trudno było dziabnąć widelcem to cudo. Solna skała! Porażka absolutna. Zostały tylko bułeczki i kawa. Wyciągnęłam z szafki jakąś konfiturę, nalewkę...
Byliśmy młodzi i szczęśliwi, więc łatwo zrobiliśmy sobie z mojej kulinarnej wpadki świetną zabawę. Porównałabym to do tańca „Zorby” (na gruzach).

Dziś, jako doświadczona pani domu, postąpiłabym zupełnie inaczej. Nie wynosiłabym kolacji na śmietnik, zanurzałabym naczynie z nieudanym „fondue” w wannie do każdej kąpieli! Moczyłabym się w maśle, winie, serze i soli. Balsam na lata… Kleopatra kąpała się tylko w oślim mleku... 

Zapiszę jak zrobić fondu, bo to bardzo łatwa i dobra na małe kameralne przyjęcie potrawa.

50 dekagramów sera – nie musi być łagodny, ścieramy na tarle, mieszamy z ¼ litra białego wytrawnego wina i ¼ litra bulionu z kostki, podgrzewamy na niewielkim ogniu. Dodajemy do tej mieszaniny szklankę sosu beszamelowego, który przyrządzamy w taki sposób. Rozpuszczamy na patelni łyżkę masła z łyżką mąki i mieszamy ze szklanką mleka, lub śmietanki.

Kiedy już wszystko dobrze ze sobą wymieszamy, wkręcamy do fondue po łyżce ½ kostki masła. Doprawiamy do smaku solą, pieprzem, gałką muszkatołową. Ostrożnie z solą… Jeszcze uwaga dotycząca sosu beszamelowego. Jeśli zależy nam na tym, by sos był biały to dajemy mleko, lub śmietankę, (najlepiej śmietankę) ale nie dodawajmy kostek rosołowych, bo sos będzie beżowy. Beszamel doprawiamy do smaku solą, sokiem z cytryny i pieprzem. Jeśli nie zależy nam, by sos był biały, kostka knoora, albo każda inna będzie doskonałym dodatkiem smakowym. Wtedy oszczędniej z solą.

Smacznym dodatkiem do fondu są kawałki bułki, które pokrojone w kostkę można wcześniej lekko obrumienić na maśle i potem nadziewane na szpikulce maczać w fondu. Doskonała jest pierś z kurczaka pokrojona w kostkę, polędwica wołowa (może być także wieprzowa), mięso pokrojone w kostkę obsmażone – tak samo jak grzaneczki nadziewa się na szpikulce i macza w fondu. W fondu można maczać wszystko, co się lubi. Mogą to być warzywa lekko obgotowane, lub surowe, mogą być maleńkie kulki usmażone z mięsa mielonego. Wypróbowałam kiedyś łodygi selera naciowego, maczane w fondu są chrupiące i smaczne! Możliwości jest naprawdę  wiele, byle nie spaprać fondu jak ja.

Jeszcze jedna informacja, jest specjalnie do tego celu przeznaczone naczynie, które podane do stołu stawia się nad płomieniem, fondu musi być cały czas podgrzewane, bo potrawa powinna być stale ciepła. Trzeba tylko od czasu do czasu zamieszać do dna, bo ser łatwo się przypala, choć to co przywrze jest najpyszniejsze i na pewno najciężej strawne.
Odradzam przygotowywanie na przyjęcia potraw, których wcześniej nie robiliśmy chociaż raz. Odradzam, ale moi wiedzą, że nie zawsze o tym pamiętam. Mam naturę kulinarnego straceńca. Uwielbiam wymyślać stale coś nowego i dzielić się tym nie koniecznie tylko z najbliższymi. Uwielbiam kulinarne fantazje – to się nie zmieni.

Wpadłam kiedyś na pomysł, by przygotować deser, który swoją oryginalnością po prostu mnie zachwycił, a na fotografii w jakimś kobiecym piśmie wyglądał prześlicznie. Lody pieczone w biszkopcie, jak się temu nie poddać? Błysnę. Taki oryginalny deser! Może, gdybym przygotowała to cudo dla czterech - sześciu, ale ja zamierzałam zachwycić dwadzieścia osób. Dusza straceńca! Trzeba upiec biszkopt, schłodzić go i zrobić z niego „skrzyneczkę”, po czym szybko i szczelnie wypełnić ją porządnie zmrożonymi lodami i przykryć biszkoptowym wieczkiem. Jeżeli lody nie są w kształcie prostokąta, można w szparki wpakować dowolne owoce, ale, radzono, można lody uformować wcześniej w kształt nieco mniejszego od keksówki prostokąta.  Potem, wypełnioną biszkoptową skrzyneczkę szczelnie obłożyć ubitą pianą, usztywnioną cukrem (jak na bezy) i włożyć do gorącego piekarnika. „…Po dziesięciu minutach lody się nie rozmrożą, będą miały konsystencję gęstego, łatwego do pokrojenia kremu, natomiast beza się napuszy i lekko ozłoci…”.

Efekt mojej pracy przypominał raczej awangardowe „dzieło sztuki nowoczesnej”. Lody częściowo wydostały się szparami, ciasto wyglądało jak rozwalająca się, przepuszczalna tama, beza popłynęła i przedziwnie się zapiekła tworząc kosmiczne wybrzuszenia i doliny, biszkopt resztą sił trwał jak dziwaczna, bezkształtna figura. Trudno było zgadnąć o co tu chodziło. Żeby do reszty zamącić obraz, bezładnie obsypałam całość najróżniejszymi owocami i poprószyłam cukrem pudrem. Powstał kosmiczny bałagan na wielkim szklanym półmisku. Śmiesznie, smacznie. Nie o to jednak chodziło. Tego się nie miało nakładać łyżką.

Nauczona doświadczeniem przygotowałam kiedyś ten lodowy deser w małej, okrągłej tortownicy. Po upieczeniu ciasta ostrożnie wygrzebałam wnętrze zostawiając spód i rant z biszkoptu o grubości ok. centymetra. Nałożyłam lody, szpary wypełniłam mrożonymi owocami, przykryłam dość szczelnie wyjętymi kawałkami biszkoptu, szybko i dość grubo „otynkowałam” całość wokół i z wierzchu ubitą pianą i zapiekłam. To było to. Da się, ale trzeba obrać najpierw jakąś strategię.
Lody w szoku (bo wszystko szybko się dzieje!) nie zdążą się rozpuścić, (mroźną temperaturę trzymają owoce), a jeśli zechcą, droga odcięta ściśniętą przez temperaturę bezą. Naturalnie deser nie może czekać, bo tamy puszczą.

Ciekawy deser, ale dla małej liczby osób.

Proponuję
Nowości
Popularne