Tort wiosenny
Tort wiosenny
Kaszanka w chlebie
Kaszanka w chlebie.jpg
Mazurek
img1_l.jpg
Faworki karnawałowe
faworki
Domowy chleb
img2_l.jpg
Przepisy i opisy arrow Wprowadzenie
Wprowadzenie

W naszej rodzinie zawsze ogromną wagę przywiązywało się do tradycji, a sądząc po niezwykle bogatym zbiorze najróżniejszych przepisów, które z wielką pieczołowitością przechowywała moja  Mama  – jeden z cwibaków jest datowany w 1836 roku - kuchnia była jej bardzo ważną częścią.

Od lat czerpałam praktyczną wiedzę ze starych, grubych zeszytów i książek, które w dziwny sposób udało się Mamie zachować. Jest dla mnie wielką tajemnicą, że przetrwały okupację, kilka pożarów, przesiedlenia, dziesiątki przeprowadzek… Przypominają się bardzo dramatyczne, ostatnie sceny z „Nocy i Dni”, kiedy główna bohaterka zmuszona do ucieczki z domu łapie w pośpiechu różne drobiazgi; jakieś fotografie, obrazki, notesiki, flakonik, filiżankę, lichtarzyk, figurkę Matki Bożej. Wszystko to bezładnie wpada do kufra. Los wielu naszych mam i babć.

Polska kuchnia mająca dzięki swojej burzliwej historii taką mnogość potraw ze wszech miar warta jest propagowania i utrwalania, a wielorakość naszych bab, strudli, kulebiaków, pierogów, gołąbków, sztufad, auszpików, nalewek i deserów zdumiewa.

Mam nadzieję, że tworząc tę kuchenną historię, która obok przepisów i ciekawostek będzie zawierała trochę wspomnień, refleksji  nierzadko  śmiesznych i zabawnych, uda mi się opowiedzieć jak cennym skarbem jest żywa, pachnąca i tłoczna kuchnia w rodzinie. Przygotowaniu posiłków, jedzeniu przy wspólnym stole, nie poświęcamy wiele czasu. Ot byle szybko, byle nie być głodnym. Kawa, jogurt, liść sałaty, tost, plasterek żółtego sera i pędem do pracy, potem kawa, kawa, kawa, w locie jakaś pizza, sieciowa zupka, albo cateringowa kanapka. Po powrocie do domu padnięci, chyba, że zapowiedziany gość … Szczęśliwie dzięki naszej polskiej tradycji trzeba gościa przyjąć, wypada coś upichcić. Dzięki Bogu lubimy życie towarzyskie, a ono wymusza pewne przedsięwzięcia.

A nic nie jest tak ważne jak zasiadanie razem przy wspólnym stole. Zwłaszcza, kiedy pojawią się dzieci. Nie zawsze jest to łatwe, nigdy nie było, ale warto poważnie potraktować moją radę, bo nic innego tak nie scala rodziny jak wspólny stół. Jakikolwiek by to nie był posiłek, choćby najskromniejszy, spożycie go przy wspólnym stole ma nieocenione znaczenie.

Jeśli rodzina ma ochotę zjeść pizzę, nie zawsze musimy ją zamawiać. Tyle samo czasu ile zajmie oczekiwanie na nią, zajmie upieczenie jej w domu, a jakie zapachy pojawią się w naszej kuchni! Nieporównywalne do zapachu przywiezionej w kartonowym pudełku, nawet bardzo gorącej i smacznej. A ile radości można dzieciom zapewnić podczas wspólnej pracy i jak wspaniale potem taka pizza smakuje!

Obiad, czy jakikolwiek posiłek nie musi się składać z wielu dań. Wystarczy „małe co nie co”, ważne, by razem i w miłej atmosferze.

To, co podajemy wcale nie musi być udziwnione ani kosztowne, ale stół zastawiony własnoręcznie przygotowanymi potrawami, zapach pieczonego chleba i radość nalewania gościom własnych, aromatycznych nalewek bardzo nam może umilić życie :)

Często wspominać będę moją Mamę. Dlaczego? Wśród przepisów? W kuchni? Tyle nabożeństwa dla Mamy? Bo wiele mnie nauczyła. Żonie więźnia politycznego w latach powojennych nie było łatwo. Szczęśliwie była osobą dość dobrze wykształconą, więc miała pracę w biurze, ale w domu widywaliśmy ją rzadko. Najczęściej, kiedy wstawaliśmy rano, Mamy już nie było. Pachniał tylko świeży chleb na stole a na kuchni w garnku ciepłe mleko. Byliśmy biedni a mimo to przyrządzanie posiłków i jedzenie celebrowało się nawet stojąc koło pieca.

Pamiętam najpyszniejsze placki ziemniaczane świata…

Obrane ziemniaki (dość duże) pokrajane na plastry grubości około 3 – 4 milimetrów Mama układała na rozgrzanej blasze kuchennego pieca. Placki skwierczały, mruczały, podskakiwały, rumieniły się, pachnące ciepło rozchodziło się po całej kuchni. Usmażone po obu stronach lekko posolone leżały chwilę na brzegu pieca i uczta była gotowa.

Kolejne niezwykłe placki, które Mama wyczarowywała nazywały się „górki i pagórki”. Mąka, wody tyle, by zagnieść dość luźne ciasto i sól do smaku. Potem chwilę, ku naszej uciesze, tłukła  Mama ciastem o brzeg stołu, odrywała niewielkie grudki ciasta, rozpłaszczaliśmy  je w umączonych dłoniach dość cienko, a Mama układała je na  mocno rozgrzanej kuchennej  płycie…   Najcudowniejsze zapachy jakie pamiętam z dzieciństwa, one pomagały  budować  dom, wzajemne przywiązanie,  tworzyły ognisko domowe i  dawały  niezwykłe poczucie bezpieczeństwa tak bardzo dzieciom potrzebne. 

A wiosną? Wiosną Mama smażyła nam bukieciki fiołków, albo kiście akacji w drożdżowych racuszkach…

„… Gdy Matki  błyśnie uśmiechem twarz blada,

Wtedy Twój Panie z błękitów, gdzieś z nieba cień na mnie pada…”

To fragment pięknej modlitwy za rodziców.

Proponuję
Nowości
Popularne