Tort wiosenny
Tort wiosenny
Kaszanka w chlebie
Kaszanka w chlebie.jpg
Mazurek
img1_l.jpg
Faworki karnawałowe
faworki
Domowy chleb
img2_l.jpg
Przepisy i opisy arrow Przepisy i opisy arrow Wigilijne gołąbki
Wigilijne gołąbki | Drukuj |
sobota, 12 grudnia 2009

Dwanaście tradycyjnych potraw na naszym wigilijnym stole.

Poświęcony opłatek, którym się dzielimy otwiera wieczerzę. Karp w galarecie, karp smażony podany ze struganym chrzanem, karp z wody z masłem i siekanym jajem, sałatka z czerwonej kapusty z białą fasolką (Jasiem), drożdżowa chałka do karpia, gołąbki, pierogi ruskie, pierogi z kapustą i grzybami, barszcz z uszkami, kutia i kompot z suszonych owoców. Dwunaste danie stanowią słodkości wśród nich nie może zabraknąć; strudla z bakaliami i jabłkami, piernika, strucli z makiem i torcika – może być makowy lub piernikowy zawsze z masą orzechową i migdałową.

Gołąbki wigilijne to bardzo specjalne danie, przygotowywane tylko ten jeden raz w roku. Nadzienie stanowią suszone grzybki ugotowane i potem duszone na maśle, zmieszane z ugotowaną na sypko kaszą gryczaną i zeszkloną cebulą, doprawione do smaku solą i pieprzem.

Kasza powinna być sypka, grzybki ugotowane drobniutko posiekane, a cebulka ładnie zeszklona. Kapusta może być zwykła biała, albo włoska. Gołąbki należy zrobić kilka dni wcześniej. Podpiekane każdego dnia zyskają na smaku. Cebulkę dusimy w kilku łyżkach oleju i łyżce masła, chodzi o to by ją zeszklić, a  nie smażyć. Suszone grzybki najpierw moczymy kilka godzin w zimnej wodzie po czym gotujemy je w tej samej wodzie z dodatkiem odrobiny soli. Miękkie grzybki kroimy w cieniutkie paseczki, albo w kostkę i chwilę jeszcze dusimy z łyżką masła. Ugotowaną na sypko kaszą gryczaną, grzybki i cebulę doprawiamy do smaku solą, pieprzem i odrobiną masła.

Ostrożnie zdejmujemy liście z główki kapusty, odkrawamy zgrubienie i parzymy je w płaskim szerokim rondlu w osolonej wodzie. Trwa to kilka minut. W każdy liść pakujemy nadzienie i ciasno zwijamy gołąbka, tak by się nie rozleciał. Najlepiej po zwinięciu wcisnąć delikatnie oba końce w środek, wtedy pakuneczek będzie pewny.

Delikatnie obsmażamy gołąbki na oleju. Krótko, żeby tylko kolor zmieniły. Gołąbki ładnie wyglądają na okrągłym półmisku, piekę je więc w tortownicy,  ale powinna być szczelna, jeśli takiej nie mamy, można  spód  wyłożyć dokładnie  pergaminem. Albo, co bardzo polecam  piec je w żaroodpornym naczyniu. Ponieważ gołąbki przygotowuję  na cztery dni przed Wigilią, wkładam je do piecyka każdego dnia na 40 minut i pieką się w temperaturze ok.180 stopni.  W trakcie pieczenia podlewam  je minimalnie  wodą. Chodzi o to, by spód się zanadto nie przyrumienił. Są wilgotne, pachnące, doskonale wypieczone, zrumienione na piękny, złoty brąz. Trzeba tylko uważać, aby się nie przypaliły, przykrywam je więc w razie potrzeby papierem pergaminowym.  Nagrodą za trud jest  ich wspaniały zapach i smak.

Wigilijne gołąbki są doskonałe i na gorąco i na zimno. Po powrocie z Pasterki, zmarznięci zatrzymywaliśmy się jeszcze na chwilę  w stołowym pokoju. Wypijaliśmy gorącą herbatę z naparstkiem mocnego krupnika dla rozgrzania… Trwało przecież ciągle Boże Narodzenie. Jedyna taka, tylko raz w roku, niepowtarzalna  Święta Noc i chcieliśmy ją przedłużyć. Siadaliśmy przy stole, na kanapie, na okiennych parapetach, gdzie komu było wygodniej i kolędowaliśmy cichutko „Cicha noc”, „Lulajże Jezuniu”, „Ach ubogi w żłobie”, „Uboga cicha  stajenka licha”, „Oj maluśki, maluśki”… Cichutko, nabożnie, ze wzruszeniem... Kiedy nam słów brakło, to murmurando na dwa głosy… Cudne wspomnienia.
Siano  walało się na obrusie i wokół stołu, psy uśpione w fotelach i na kanapie, przejedzone i zmęczone  naszym kolędowaniem... W rogu pokoju rozczochrany snop zboża, w którym buszowały myszy. Myszy uwielbiały obgryzać mamusine fiołki afrykańskie ... U dobrego gospodarza zawsze są myszy spokojnie tłumaczył poirytowanej Mamie Tatuś. Kupię Ci nowy kwiatek, zamruczał. Ta daj im spokój. Na stole  porozsypywane okruszki  piernika,  makowców i strudli,  resztka kutii w salaterce,  na dnie wielkiej kompotiery trochę kompotu z suszu... Niezapomniany widok...  I Mama umordowana, z podkrążonymi ze zmęczenia oczami, wyłaniająca się z łazienki, opatulona wielkim szlafrokiem zaganiająca nas do spania. I prośba Tatusia... Sieńki, ta pozwól, jeszcze chwila… Barbórka, przynieś mi zimnego gołąbka... i zrób  herbatę ...  Dziś jeszcze słyszę to wołanie.

Pewnie dlatego posłuszna tradycji, z wielką uwagą i pietyzmem, trochę jak zaczarowana przygotowuję wszystkie wigilijne dania, bo ta wieczerza składająca się z zawsze tych samych dwunastu potraw, jest strawą nie tylko dla ciała, ale przede wszystkim dla duszy. Sprawia, że ważne chwile sprzed lat odżywają, myślę że to też „świętych obcowanie".

Proponuję
Nowości
Popularne