Tort wiosenny
Tort wiosenny
Kaszanka w chlebie
Kaszanka w chlebie.jpg
Mazurek
img1_l.jpg
Faworki karnawałowe
faworki
Domowy chleb
img2_l.jpg
Przepisy i opisy arrow Przepisy i opisy arrow Rozczynianie ciasta na chleb
Rozczynianie ciasta na chleb | Drukuj |
piątek, 17 grudnia 2010
… Na taborecie, blisko pieca drewniana dzieża zawsze przykryta białą, zwisającą swobodnie powłoczką. Wielka, okrągła, z jasnych deseczek. Miała masywne, drewniane dno i u góry dwa wycięte ucha. Cała jakby dla wzmocnienia okręcona mocnym drutem u góry i u dołu. Pamiętam, że była ciężka i zajmowała dość dużo miejsca. Byłam dzieckiem, więc wszystko było duże, albo bardzo duże. Z ciasta, które Mama wyjmowała z dzieży pieczone były dwa owalne bochenki chleba.

Rosły sobie wieczorem w suto omączonych „słomiankach”, chlebowych koszyczkach. Nad ranem Mama zanosiła je do piekarza na drugą stronę ulicy i rano nim wstaliśmy rumiane, pachnące chleby leżały na stole. Na dnie dzieży zawsze zostawało trochę ciasta – zaczyn na następny chleb.  Okrągły placek lekko oprószony mąką. Pod wieczór każdego dnia Mama dosypywała trochę mąki, dolewała ciepłej wody, mieszała wielką drewnianą warzechą, formowała placek, oprószała po wierzchu mąką i nakrywała dzieżę powłoczką.

Ciasto pomnażało swoją objętość a kiedy było go już ile trzeba dosypywała sól i mąkę, dolewała trochę ciepłej wody i obydwoma rękoma porządnie ciasto miesiła, formując na koniec dwa bochenki chleba…Pamiętam zapach wyparzanej dzieży. Od czasu do czasu myta była najpierw ciepłą wodą, później przepłukiwana  wrzątkiem z solą i suszona na ciepłym piecu. Chlebowy zaczyn leżał w tym czasie zapakowany w powłoczkę.
Jasne, drewniane, co wieczór szorowane deski podłogi pełne kolorowych sęków, przyjemne, ciepłe mydliny wylewane na bose stopy.
Pośrodku  kuchni wielki stół z ciężką, wysuwającą się niechętnie szufladą i grubym,drewnianym blatem, codziennie mytym  ciepłą wodą z rozpuszczonym w niej szarym mydłem, pachnący w koszyczkach rumiany chleb, ciepłe mleko na płycie pieca, obok na okiennym parapecie jakieś pachnące zioła, w rogu kuchni maselnica i obok kredens ofiarowany nam przez panią Milkus. Nie wiele w nim było, jakieś naczynia czekające na okazję, kilka talerzy, jakieś garnuszki…

Na ścianie nie nasz, niewielki poniemiecki krzyż ocalały z wojennej pożogi.
Pod stołem posłanie Mojki i dwa niewielkie garnki, w jednym  zawsze woda, drugi zwykle  lśniący pustką.
Mojka, foksterierka miała dwa posłania jedno w kuchni, drugie w pokoju za drzwiami obok butów z cholewami swego pana, na którego cierpliwie czekała. Za legowiska służyły jej stare bryczesy i swetry Taty, ale tylko w dzień, w nocy spała w naszych nogach, jak każdy zacny pies.
Kuchnię zdobiły dwa okna ubrane w wąskie, wiszące po bokach kretonowe paski -  firanki. Taki sam firanowy pasek  wisiał  u góry okien.
Jeden widok zza okna to ruina zbombardowanego w czasie wojny domu  szczelnie obrośniętego wewnątrz i zewnątrz dzikim bzem i pokrzywami. Kiedy opadły liście, widać było w tle ulicę, dom pani Milkus i piekarnię,  a drugie okno  pokazywało naszą niewielką warzywną grządkę  i  roztrzaskany, nadpalony  stary dąb –  też ofiarę wojny.

Za oknami zawsze coś się działo i obrazy ożywały a zimą, kiedy śnieg szczelnie okrywał wszystkie gałązki nawet najmniejsze badyle pokrzyw i wypełniał dziurę w dębie a jeszcze mróz wymalował na oknach niezwykłe „zazdrostki” -  było bajkowo.

Biedna była nasza kuchnia, ale przytulna, ciepła i bezpieczna. Jakże różne są nasze obecne kuchnie, ile w nich usprawnień, ile wygodnych, najróżniejszych sprzętów…

Zaczyn (rozczyn, zakwas) - garść ciasta, które chcemy rozmnożyć nie musi leżakować w dzieży. Może w kubku szczelnie przykrytym kawałkiem aluminiowej folii w lodówce. Też wyrośnie i rozmnożą się drożdże. Z kilku łyżek pozostawionego w kubku ciasta upieczemy znakomity chleb.
Wystarczy przełożyć rozczyn do miski, dosypać mąkę (ok.1/2kg) dolać ciepłą wodę, łyżkę soli, łyżkę kminku i dobrze ciasto wyrobić robotem.  Pozostawić do wyrośnięcia, jeszcze raz wyrobić i przełożyć do foremki oprószonej otrębami lub mąką. Wyrośnięty chlebek wkładamy do piekarnika nagrzanego do 190 -200 stopni i po godzinie mamy świeży, pachnący chleb.
Jeśli chcemy więcej chleba, rozrabiamy rozczyn kilka dni.
Przekładamy go do miski i przez dwa, trzy dni dosypujemy trochę mąki i dolewamy trochę ciepłej wody. Wyrabiamy, przykrywamy ściereczką i zostawiamy do następnego dnia.

Kiedy już wmiesimy całą mąkę (ok. kilograma)  i ciasto uzyska odpowiednią konsystencję dodajemy różne ingrediencje (to co lubimy) tylko sól jest konieczna. Jeśli zależy nam na tym, by skórka była chrupiąca po wyjęciu chleba skrapiamy go zimną wodą i jeszcze na kilkanaście minut wkładamy do gorącego piekarnika.

Proponuję
Nowości
Popularne