Tort wiosenny
Tort wiosenny
Kaszanka w chlebie
Kaszanka w chlebie.jpg
Mazurek
img1_l.jpg
Faworki karnawałowe
faworki
Domowy chleb
img2_l.jpg
Przepisy i opisy arrow Przepisy i opisy arrow Nie ma to jak dynia
Nie ma to jak dynia | Drukuj |
piątek, 05 listopada 2010

Trwają  żniwa dyni. Szczęśliwie nie wszystkim dyniom wydłubią oczy, można kupić ładne, rumiane dynie na bazarach. Z dyni można tak wiele! Jedna z moich ulubionych piosenek tak wychwala to niezwykłe warzywo.
„… Nie ma to jak dynia,
rumiana na pysku nie ma żadnych ogryzków,
ino od deski do deski pestki…”

Proponuję zrobić konfiturę z dyni i pomarańczy. Jest niezwykle smaczna. Pyszna na gorącym toście, na kanapce, można ją rozsmarować na kruchym cieście, świetna w strucli drożdżowej, w naleśnikach …

Oto jak ją zrobić:

Na mniej więcej 4-kilogramową dynię bierzemy cztery duże, soczyste pomarańcze i 1,5 kilograma cukru (może być cukier żelujący), 2 szklanki wody. Pod koniec smażenia dodajemy sok z 3 cytryn. Klasyczna konfitura wymaga proporcji 1:1 czyli tyle samo cukru co owoców.

Dynię kroimy na kawałki (najpierw na pół i każdą z połówek na dwie trzy części) dzięki temu łatwiej obierzemy cieniutką skórkę i wyjmiemy miąższ z pestkami. Dynię trzeba pokroić w kostkę, nie musi być ładnie pokrojona, ważne by jak najwięcej jej zmieścić w garnku. Wlewamy  wodę i na wolnym ogniu gotujemy.

Trzeba uważać, bo dynia lubi się przypalać. Mieszamy od czasu do czasu, by się równo rozgotowywała. Po chwili dokładamy pokrojone na talarki pomarańcze. Trzeba je wcześniej sparzyć i dokładnie obrać. Odrobinę skórki możemy dodać do konfitury dla aromatu, ale nie jest to konieczne. Białą warstwę dokładnie zdejmujemy z pomarańczy, bo jest bardzo gorzka.
 
Gotujemy na niewielkim ogniu. Kiedy zauważymy, że sok nieco odparował, a owoce zmieniły kolor dodajemy cukier. Teraz już smażymy konfiturę. Wyraźnie widać kiedy będzie gotowa, bo stanie się szklista i będzie spadała z łyżki a nie wylewała się. To nie trwa długo, ale trzeba od czasu do czasu zamieszać do dna, by się nie przypaliła.

Teraz pochwała konfitury: dyni jest kilkakrotnie więcej a smak jest wyraźnie pomarańczowy. Kolor przepiękny. Słońce zamknięte w słoiku!
Dla pewności gotuję 15 minut zakręcone wieczkiem  słoiczki i dopiero po wystudzeniu wyjmuję je z garnka i wkładam do podręcznej szafki. Nie trzeba słoików  opisywać, bo konfitura jest bardzo charakterystyczna i z żadną inną  jej nie pomylimy.

Można inaczej zabezpieczyć konfiturę. Mama tak robiła. Do wyparzonych gorących słoiczków wkładała bardzo gorącą konfiturę, na wierzch wlewała łyżeczkę spirytusu i obwiązywała  słoik  celofanem. Słoiki -weki były używane do gotowania kompotów  i pasztetów a we wszystkie inne szklane i fajansowe naczynia  pakowało się konfitury, dżemy, powidła, galaretki itp.  Pod warstwą spirytusu były bezpieczne.

Proponuję zrobić  konfitury z zielonych pomidorów, można je znaleźć na bazarach. Niestety z końcem października kończą się pomidory gruntowe, spaceruję po bazarach w poszukiwaniu tych co już nie zdążyły dojrzeć na krzaku. Nie są najpiękniejsze, ale warto je kupić i przerobić na konfiturę:

Na 1 kilogram zielonych pomidorów 1 kilogram cukru, sok z jednej dużej cytryny, 5 – 6 goździków, maleńka łyżeczka od kawy sproszkowanego cynamonu, szklanka wody ot i wszystko.

Pomidory kroimy w plasterki i wkładamy do gorącego syropu, w którym są już goździki i cynamon. Gotujemy na wolnym ogniu aż pomidory staną się szkliste – można to robić z przerwami dwa – trzy dni. Pod koniec gotowania wlewamy sok wyciśnięty z cytryny, gotujemy chwilę i gotowe. Postępujemy tak samo jak w przypadku konfitury dyniowo pomarańczowej.

Z zielonych pomidorów  można  zrobić tak zwaną „sałatkę zimową” . Robiło się tę sałatkę u nas w domu kiedy mieszkaliśmy na wsi i ostatnie zielopuchy wisiały na pomidorowych krzakach. Tatuś nazywał tę sałatkę „pomidorową musztardą”. Jest naprawdę znakomita, a wykonanie bardzo proste.
1 kilogram pomidorów
1 kilogram cebuli
1 szklanka octu 6% albo lepiej szklanka białego, wytrawnego wina

Poza tym po łyżce cynamonu, goździków, kminku, soli, cukru i pieprzu. Uwaga. Jeśli ktoś nie lubi kminku  -  może być bez. Wszystkie składniki wkładamy do szerokiego rondla i smażymy jak zawsze na wolnym ogniu  aż cebula i pomidory nabiorą innego koloru, staną się charakterystycznie zeszklone. Jedyna trudność polega na tym, że trzeba sałatkę od czasu do czasu zamieszać do spodu.  Tę sałatkę podaje się do wszelkich mięs na zimno. Obok gruszek w occie i konfitury z papryki   jest chyba najciekawszym dodatkiem do zimnych  przekąsek.

Gruszki słodko kwaśne:

Najlepsze robiła  Mama Lila (mama Piotra) W domu moich Rodziców również były robione, ale z gruszek obolałych, ze spadów często nadjedzonych przez ślimaki, albo przez  ptaki, trzeba było je przerobić, bo u nas nie było marnotrawstwa.  Smaczne były i nasze gruszki, ale to co przygotowywała Mama Lila to gruszkowy poemat w słoiku.  Przede wszystkim  zaczynało się od poszukiwań gruszek bergamotek – specjalna odmiana  gruszek - były  małe okrągławe, różowe w środku i twarde. Jakoś te gruszki znikły z rynku, a szkoda bo były przepyszne. Konia z rzędem temu co by mi przytargał 10 kilogramów tych wspaniałych owoców. Jednak równie dobrze smakują każde inne  gruszki w occie. Nie są  tak zgrabne, jednak jeśli wybierzemy gruszki nie za wielkie, niezbyt dojrzałe to  efekt będzie zadawalający, tylko nie będą takie różowawo – brązowe co charakteryzuje bergamutki:

1 kilogram gruszek, 1 kilogram cukru, 2 litry wody, ½ litra octu 6% dodatkowo łyżka goździków i łyżka zmielonego cynamonu.
Zaczynamy od  przygotowania syropu.

Gotujemy wodę z cukrem cynamonem i goździkami. Do wrzącego syropu (zmniejszamy maksymalnie ogień) wkładamy obrane gruszki zachowujemy ogonki, to już mój pomysł, ale tak ładnie wyglądają potem na półmisku. Większe owoce można przepołowić, ale nie wydrążamy gniazd nasiennych, szkoda pektyny. Gruszki gotujemy  na bardzo wolnym ogniu tak długo, aż  nieco zmienią kolor, staną się szkliste (stracą wygląd surowości) wtedy dopiero  wlewamy ocet. Wyjaśnię dlaczego nie dajemy octu od razu, otóż gruszki byłyby twarde i nie tak smaczne, dzięki temu że gotują się pomału, wchłaniają aromat z syropu, cukier karmelizuje się w trakcie powolnego gotowania w całej gruszce,  dodatek octu powoduje że gruszki  tężeją.

Najlepiej gotować gruszki przez dwa trzy dni po 25 minut, bardzo wolno, by tylko mrugały. Obserwujemy jak stopniowo zmieniają kolor, stają się  złoto – brązowe. Gotowe powinny zachować jędrność. Zimne przekładamy ostrożnie do słoików. Powstały  gruszkowy ocet zagotowujemy i  gorącym zalewamy gruszki. Zakręcamy pokrywki i gotowe. Pozostały ocet jest rewelacyjnym dodatkiem do sałatek, do auszpików, do bejcowania mięs, do barszczu, do sałatki z czerwonej kapusty. Jest naprawdę znakomity. Należy go przelać do butelki i trzymać gdzieś pod ręką często będzie potrzebny. Gruszki podajemy jako dodatek do zakąsek, ale można też  ozdabiać nimi kanapki, nie tylko je ozdobią, ale wzbogacą smak.  Kiedyś robiłam kanapki z pumpernikla. Miałam tylko masło, dwie rzodkiewki i kawałek żółtego sera. Wyjęłam  ze słoika dwie gruszki pokroiłam w cieniutkie plasterki (przekrojone wyglądają jak bursztynowe witraże) i zrobiłam maleńkie kanapki. Część  była z żółtym serem i  rzodkiewką, a część z żółtym serem i plasterkiem gruszki. Pięknie, prosto i smacznie.
Jak przerobić  borówki na konfiturę.

Indyk bez borówek albo żurawin…  To smutny indyk...

3 kilogramy borówek, 1 kilogram jabłek, 1 kilogram gruszek 2,5 kilograma cukru.
Przepłukane i przebrane borówki przelewamy na sicie wrzątkiem i wsypujemy do dużego, szerokiego garnka i razem cukrem na bardzo wolnym ogniu, mieszając od czasu do czasu gotujemy. Kiedy owoce puszczą sok dodajemy rozdrobnione jabłka i  gruszki  naturalnie wcześniej obrane i pozbawione gniazd nasiennych. Jabłka i gruszki się ładnie rozkleją i zmienią kolor. Gotową konfiturę przekładamy do słoiczków i można ją przez kilka minut wekować, a można jak moja Mama… spirytus, pergamin, sznureczek  i gotowe.
Konfiturę z żurawin robimy dokładnie tak samo jak z borówek.

Konfitura z papryki:
 
Może być z czerwonej, lub z żółtej, a można je pomieszać. To nie ma znaczenia. Albo będzie czerwona, albo pomarańczowa, albo żółta.
Na  2 kilogramy papryki, 2 szklanki wody, 1 kilogram cukru i sok z 2 – 3 cytryn.
Paprykę dowolnie rozdrabniamy, gotujemy (bez nasionek)  w niewielkiej ilości wody na wolnym ogniu, kiedy jest miękka miksujemy i przez plastikowe sitko przecieramy do płaskiego rondla – przyznaję, że trochę z tym zabawy, ale warto poświęcić trochę czasu tej naprawdę wyjątkowej konfiturze. Do przetartego miąższu wsypać cukier i ostrożnie, wolno, mieszając od czasu do czasu, smażyć. Jest  gotowa kiedy przeciągnięta przez środek łyżka zostawia na moment ślad wtedy wlewamy sok z cytryny i  kilka chwil- pięć, dziesięć minut jeszcze smażymy cały czas mieszając i gotowe.

Proponuję spacer po tarninę. Wprawdzie owoce powinno się zrywać dopiero po pierwszych przymrozkach, ale nauczona doświadczeniem radzę zebrać owoce już teraz i włożyć je choćby na dobę do zamrażarki. Owoce tarniny podobnie jak  jarzębina muszą przemarznąć przed zbiorem, bo inaczej  ich  owoce są cierpkie, ale od czego zamrażarka. Po za tym po przymrozkach tarninę trudno  się zrywa, bo spora jej ilość opada a krzewy tarniny, bronią dostępu do jeszcze wiszących tarek strasznymi kolcami. Są długie, gęste i bezlitosne!
Na 2 kilogramy  tarniny potrzebujemy ½ litra spirytusu (owoce powinny być  przykryte, może się okazać, że spirytusu potrzeba będzie nieco więcej. Poza tym 1 litr wódki i 1 kg. cukru.

Tarninę przemrożoną (może leżeć w zamrażarce dłużej, nic jej nie będzie) wsypujemy do słoja i nie czekając na rozmrożenie zalewamy spirytusem, tak by owoce były przykryte. Szczelnie przykrywamy i zostawiamy na 5 – 6 tygodni. Po tym czasie zlewamy nalewkę do butelek najwyżej do ¼ wysokości zamykamy i zostawiamy. Można je uzupełnić wódką, otrzymamy w ten sposób bardzo mocną wódkę – tarniówkę, ale będzie to bardzo męska wódka, może wystarczy jedna butelka męskiego eliksiru.  Pozostałe w słoju, czy gąsiorku  owoce  należy zasypać  połową cukru i zalać wódką po czym zamknąć słój na kolejne 4 – 5 tygodni, po tym czasie zlewamy nalewkę uzupełniając butelki ze zlaną wcześniej wytrawną nalewką. W ten sposób otrzymamy bardzo smaczną , dość mocną  (ok. 30%) lekko słodką nalewkę. Teraz kolej na likier. Będzie rewelacyjny, bardzo smaczny, słodki i już nie tak  mocny – jak mawiał mój Tata „dla pań podczas tańca”. Owoce  zalewamy gorącym syropem otrzymanym z pozostałego cukru i wody. Gotujemy cukier w dwóch szklankach wody, można dodać  łyżkę lub dwie ciemnego miodu i takim  ciepłym roztworem zalewamy owoce. Od czasu do czasu potrząsamy szkłem. Po dwóch - trzech tygodniach likier gotowy. Przelewamy do ulubionej karafki i raczymy się tym niezwykłym nektarem.

Podobnie postępujemy z jarzębiną, należy jednak pamiętać, że jarzębina jest wyjątkowo cierpka dobrze jest po przemrożeniu zagotować ją odlać wodę i dopiero odsączone owoce traktujemy tak jak tarninę.
 

Proponuję
Nowości
Popularne