Tort wiosenny
Tort wiosenny
Kaszanka w chlebie
Kaszanka w chlebie.jpg
Mazurek
img1_l.jpg
Faworki karnawałowe
faworki
Domowy chleb
img2_l.jpg
Przepisy i opisy arrow Przepisy i opisy arrow Domowy ajerkoniak
Domowy ajerkoniak | Drukuj |
sobota, 16 maja 2009
Podstawą dobrego ajerkoniaku są świeże jajka, dobra słodka śmietanka i prawdziwa wanilia...

½ litra spirytusu
9 jaj
3 kartoniki słodkiej śmietanki po 0,25
60 dekagramów cukru pudru
2 laski wanilii, albo  łyżka ekstraktu  naturalnej wanilii (nie sztuczny olejek!)

Jaki by przepis nie był, kolejność pracy jest zawsze taka sama, najważniejsze by dobrze utrzeć żółtka z cukrem pudrem i wanilią. Kogel mogel powinien być utarty na puch.
 
Do idealnie utartych żółtek, wlewamy śmietankę i dalej wałkiem ucieramy doprowadzając do uzyskania płynnej, jednolitej konsystencji po czym bardzo wolno – dosłownie po łyżeczce, najlepiej by spływał po brzegu naczynia wlewamy spirytus nie przerywając mieszania. Kiedy już wkręcimy mniej więcej ćwiartkę zwiększamy ilość wlewanego spirytusu do łyżki, ale cały czas bardzo ostrożnie, po ściance, by się jajka nie ścięły. To się zdarza, ale tylko wtedy, kiedy zbyt dużymi porcjami wlewamy spirytus. Całe pół litra spirytusu trzeba wkręcić w śmietanowy kogel mogel. Ajerkoniak musi się przegryźć. Przelewamy go do butelek i czekamy kilka – kilkanaście dni.

Jedno co możemy zrobić to od czasu do czasu potrząsać butelką sprawiając sobie przyjemność widokiem. Ma barwę dojrzałego banana, konsystencję oleistą, wygląda niezwykle apetycznie! Zamiast śmietanki można użyć mleka wtedy jednak ajerkoniak będzie zdecydowanie bardziej wodnisty.

Monatowa w swoich przepisach również proponuje ajerkoniak na śmietance. Mleko, które trafia do naszych sklepów, to najpełniejsze ma zaledwie 3,2%. A więc raczej skorzystajmy ze słodkiej śmietanki, albo zmieszajmy pół na pół z mlekiem, jeśli ma to być ajerkoniak z prawdziwego zdarzenia.

Mama zrobiła kiedyś ajerkoniak ze śmietanki zebranej z pełnego, wiejskiego mleka – prawdopodobnie odpowiednik obecnej „kremówki”. Powstał gęsty budyń i w żaden sposób nie chciał się wylać z butelki. Tatuś pewną ręką odrąbał szyjkę butelki tasakiem i zawartość „wylał” do wazy. Pamiętam rozkoszny zapach, który się nad stołem unosił. Wolno nam było tylko pokosztować tego niezwykłego budyniu … 30 procent alkoholu jedzone łyżeczką. W salaterce obok były truskawki. Pamiętam tylko, że skosztowałam kilka porcji maczając koniuszek truskawki w przepysznym, aromatycznym „budyniu”.
Zdarza się, że czasem nam coś zaszkodzi i potem długo nie chcemy tego czegoś jeść. Po „budyniu” ajerkoniakowym  żadnych takich sensacji. Wyłącznie miłe wspomnienia. Jednak zdecydowanie nie jest to budyń dla dzieci!

 

 

 

 

 

 

Proponuję
Nowości
Popularne